Tekst Jana Jaśniaka pt. Ostoja Pokoju, który ukazał się w tygodniku społeczno-kulturalnym KATOLIK, nr 27, z dnia 3.VII.1988r.

Drzewa w alei prowadzącej do stołówki postarzały się i nie są to już zapewne drzewa z tamtych lat. Pierwszy budynek od głównej ulicy, w którym mieści się administracja domu dziecka, zapadł się w ziemię, jego okna, tuż nad powierzchnią, przypominają raczej okna piwnicznych pomieszczeń.
Wszędzie widać niszczące działanie czasu i wpływy szkód górniczych. Pobliski kościół, stojący tuż za ogrodzeniem obiektów wychowawczych, od lat opiera się wstrząsom tektonicznym, jedynie dzięki wewnętrznej konstrukcji stempli i rusztowań. Remont zabezpieczający trwa latami. Jego mury mają zaledwie 90 lat, ale kiedy wznoszono tę świątynię, i wszystkie otaczające ją obiekty, nie stosowano specjalnych zabezpieczeń, nikt bowiem wówczas nie przewidywał, że eksploatacja górnicza obejmie teren pod miastem. Wyścig do węgla, naruszenie filara ochronnego, przy nierespektowaniu reżimów technologicznych, było wyrokiem dla miasta i jego poszczególnych dzielnic.
Miechowice, jeszcze nie tak dawno były podbytomską osadą górniczą, obecnie powstało tu jedno z największych osiedli miejskich i bezpowrotnie utraciły one już swój wiejski i zarazem robotniczy charakter z czasów księdza Norberta Bończyka i Matki Ewy.
Jeżeli pierwszą z tych postaci przypomina się czasem z uwagi na spuściznę literacką i działalność społeczno-patriotyczną, to dzieło Ewy Waleski v. Tiele Winkler, pochodzącej z arystokratycznej rodziny przemysłowców i właścicieli ziemskich poszło niemal zupełnie w zapomnienie. A od jej śmierci minęło zaledwie 58 lat…

Powołanie z zamkowych wnętrz.

„Dla każdego dzieła, która Bóg sobie zaplanował używa narzędzi ludzkich, tak jak człowiek posługuje się różnymi narzędziami do wykonywania przez siebie pracy. Zdarza się, że Wielki Budowniczy wybiera sobie do tego celu narzędzia najmniej wydawałoby się do tego sposobne, niepozorne i słabe. I choć tak to na pozór wygląda, jest w tym ukryta głęboka myśl” / Z zapisków Matki Ewy w tłumaczeniu Anny Sikorskiej/.

Myśl Boża realizuje się rzeczywiście w dziejach ludzkich na przekór człowieczej logice i przewidywaniom. Ewa, ósme dziecko hrabiowskich rodziców Waleski i Huberta v. Tiele-Winkler, przyszła na świat 31 października 1866r. w rezydencji i mogła wieść życie beztroskie, opływające w przepych, jak potomstwo wielu ówczesnych magnatów przemysłowych. Została ochrzczona w kościele katolickim i wychowana przez matkę, kobietę bardzo religijną, w duchu katolickiej pobożności i wrażliwości na nędzę ludzką. Dostrzega kontrast pomiędzy otaczającym ją bogactwem, a warunkami życia ludu śląskiego. Niedostatek i bieda, praca – a często jej brak – powodują również opuszczenie moralne. W najgorszej sytuacji są ludzie starzy i dzieci, pozbawione szkoły, głodujące i schorowane, wychowawczo zaniedbane a nierzadko bezdomne. Przypadkowy nieraz kontakt z tymi ludźmi jest prawdziwym wstrząsem dla wrażliwej, najmłodszej córki potentata węglowego. Ona sama po latach będzie wspominać, że owej wrażliwości nauczyła ją matka, będąca jednocześnie pierwszą przewodniczką w księgach Pisma św.
Jej śmierć w marcu 1880 roku jest dla dziewczynki ciosem. W poczuciu osamotnienia szuka znów wsparcia w słowach Ewangelii. I wtedy to dostrzega głęboki sens w Janowym przekazie przypowieści o owczarni i dobrym pasterzu. Zwraca uwagę, że wszyscy ludzie wraz z nią i tymi zza zamkniętej bramy, są równi wobec Pana i stanowią przedmiot  szczególnej Jego troski.
Po konfirmacji w Berlinie, jako osiemnastoletnia dziewczyna, Ewa udaje się za zgodą ojca do wspólnoty charytatywnej w Bielefeld, gdzie pod kierunkiem pastora Bodelschwinga pogłębia formację religijną, a jednocześnie pełniąc służbę opiekuńczo-pielęgnacyjną, zdobywa wiedzę niezbędną dla podjętego przez nią dzieła.
Po ośmiu miesiącach powraca do Miechowic, do „ludu swej ojczyzny”, jak nazywała mieszkańców Górnego Śląska. Jak ta wrażliwa i słaba, nazbyt egzaltowana może dziewczyna zdołała przekonać ojca, człowieka bądź co bądź oschłego i o mentalności arystokratyczno-pragmatycznej, do wydzielenia w pomieszczeniach pałacowych dwóch pokojów dla prowadzenia w nich szwalni dla zaniedbanych dziewcząt i innej pomocy charytatywnej, pozostanie jej tajemnicą i sferą oddziaływania Opatrzności.
W pałacu nazywano ten kąt „schroniskiem Ewy”. Z niego to, po latach, zrodzi się wielkie dzieło miłosierdzia, obejmujące sieć dziesiątków domów dla bezdomnych na terenie Niemiec, Polski i w wielu innych krajach misyjnych.
Dziś z neogotyckiej rezydencji Tiele-Winklerów został żałosny fragment ruin. Była to przecież siedziba niemieckiego magnata, wyzyskiwacza… Nie takim pałacom w Polsce powojennej pozwolono sypać się beztrosko, a były to przecież obiekty o bezcennej wartości kulturalnej i historycznej.
Pozwalam sobie na tę dygresję powodowany obawą, że również to, co zostało jeszcze ze spuścizny i fundacji Matki Ewy spotka podobny los. Niestety, stan budynków zajmowanych obecnie przez Państwowy Dom Dziecka i należących do parafii ewangelickiej, jest katastrofalny. Znamienna przy tym jest opinia osoby w Bytomiu wpływowej: „zamiast te budynki remontować bez końca, należałoby je po prostu zburzyć i na tym miejscu postawić nowoczesne, odporne na szkody górnicze”.
W końcu lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia na Górnym Śląsku szalała epidemia dyfterytu i szkarlatyny, zbierająca obfite żniwo śmierci wśród dzieci i niedożywionych, żyjących w niskich warunkach higienicznych rodzin robotniczych i chłopskich. Ewa w tym czasie, oprócz pomocy opuszczonym i biednym, poświęca się w walce z chorobą. A jednocześnie nadzoruje budowę pierwszego domu, którą z polecenia ojca podjęto na potrzeby jej działalności charytatywnej. Budynek został oddany i poświęcony w roku 1890. Otrzymał nazwę „Ostoja Pokoju” i na początku służył jako schronienie dla bezdomnych i opuszczonych dzieci.
W miarę czasu zaczęli napełniać go ludzie starzy, schorowani, włóczędzy. Ewa, której pomagało kilka wolontariuszek – dziewczyn potrzebujących również wsparcia moralnego – była opiekunką, sprzątaczką, kucharką i pielęgniarką. A także administratorką gospodarstwa pomocniczego.
Na utrzymanie schroniska ojciec wyznaczył jej najpierw 3000 marek rocznie, będących częścią odsetek od kapitału stanowiącego spadek rodzinny. Po uzyskaniu prawnej pełnoletności kwota ta wzrosła do 12 tysięcy marek i w całości znalazła się w dyspozycji Ewy, z jednym tylko zastrzeżeniem, że 2 tysiące przeznaczy obligatoryjnie na coroczne leczenie w sanatorium. Ale i tę okoliczność Ewa wykorzysta albo na pogłębienie swojej formacji duchowej, albo na poznanie nowych sposobów działalności charytatywnej i zjednywania współpracowników.

Przełomowa decyzja.

W trzy lata po oddaniu „Ostoi Pokoju” powstały w pobliżu nowe obiekty – szpitalik dla nieuleczalnie chorych / nazwany po matce „Waleska”/ i inwalidów oraz dom dla małych dzieci „Jaskółcze Gniazdo”
Do pomocy w działalności tych placówek sprowadziła fundatorka siostry diakonisy i dla całej wspólnoty ułożyła statut, coś na wzór reguły zakonnej dającej początek domowi macierzystemu w Miechowicach. Sama Ewa zdecydowała się w okresie świat Wielkanocy w 1893 roku, przeżyć dni skupienia w Bielefeldzie i złożyć ślubowanie jako diakonisa, uzyskując równocześnie zgodę na „wolną służbę w zborze Jezusowym”, co dawało jej niezależność jurysdykcyjną.
Po śmierci ojca powróciła na pewien czas do Bielefeldu aby objąć tam funkcję przełożonej ale na krótko. W 1990 roku poważnie zachorowała i zmuszona była udać się na leczenie do Davos w Szwajcarii. Stamtąd wróciła zaraz do najpiękniejszego kawałka ziemi na całym świecie” – jak mówiła o wsi rodzinnej – aby kontynuować rozbudowę podjętego dzieła.
W czasie budowy nowego domu nazwanego ” Cisza Syjonu” / obecnie jadalnia domu dziecka/Matka Ewa poznała pracę ośrodka w Cesviq w Walii i przeżycia duchowe wyniesione stamtąd skłoniły ją do podjęcia służby duszpasterskiej w więzieniach.
Służebnica Pańska

Nazwała siebie Służebnicą Pańską „Ancilla Domini”, koncentrując cały swój wysiłek twórczy, trud i dzieło miłosierdzia na jedynym celu – służbie Bogu przez bliźnich.
Kiedy w Miechowicach rozmawiałem z ludźmi, katolikami którzy pamiętają jeszcze Matkę Ewę, podkreślali oni: Gdyby pozostała w naszym Kościele byłaby zapewne kandydatką na ołtarze. Była człowiekiem głębokiej modlitwy, urzekająco dobra, wrażliwa na wszelką krzywdę i biedę ludzką”.
W miarę rozbudowy centrum działalności charytatywnej w Miechowicach / stały się one ośrodkiem formacyjnym sióstr, sierocińcem, domem dla bezdomnych, schroniskiem dla zaniedbanych moralnie dziewcząt i kobiet, domem dla pracy antyalkoholowej i schronieniem dla samotnych mężczyzn – w sumie zbudowano tam 22 obiekty w ciągu 40 lat/ Matka Ewa podejmuje pracę misyjną w Chonach, Afryce, Ameryce Południowej, Japonii i na Wyspach Salomona. Domy dla bezdomnych powstają w Polsce /Łódź i Warszawa/ oraz w Norwegii. To skromne początkowo dzieło, przed śmiercią Matki Ewy, leczyło na całym świecie 38 placówek. Jej siostry pracowały nadto w domach wychowawczych i domach starców, w duszpasterstwie więziennym i placówkach wychowawczych.
W swym testamencie napisała: „Nigdy nie może zabraknąć wielkodusznej chęci pomocy. Również ci ludzie, którzy zechcą zatrzymać się wśród nas na okres przejściowy, czy to dla wewnętrznego podbudowania się dla przyszłej pracy dla Pana, choćby w przyszłości nie zamierzali być naszymi współpracownikami, powinni znaleźć tu życzliwe przyjęcie. Bezinteresowna, nieegoistyczna miłość, powinna być praktykowana w „Ostoi Pokoju” i w zasięgu jej działania”.
Matka Ewa była również autorką kilku książek o treści religijnej i wspomnieniowej. Pozostawiła po sobie zbiór wierszy „Soli Deo” zawierający 340 utworów.
Umarła 21 czerwca 1930 roku, w małym drewnianym domku naprzeciw kościoła, który stał się jej właściwą „rezydencją” pustelnią wśród ukochanych ubogich i opuszczonych. Spoczęła u podnóża krzyża, w swej ukochanej ziemi miechowickiej.

Żywotność dzieła

Zaraz po wojnie zakłady Matki Ewy przejmują polskie władze Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Znajduje tu schronienie 200 dzieci z sierocińca ewangelickiego w Warszawie, przywiezione przez siostrę Aurelię Scholl. Po jej wyjeździe kierownictwo zmieni się kilkakrotnie. Ostatnią przełożoną jest S. Anna Uggla.
Brak sił i środków utrzymania powodują, że zakłady zostają przekazane w 1950 roku władzom państwowym, które lokują tu czynny do dziś dom dziecka. Jego egzystencja z uwagi na poważne zniszczenia obiektów, jest  bardzo zagrożona. Planuje się budowę nowego obiektu, a wtedy część spuścizny Matki Ewy zamierza przejąć wspólnota ewangelicka. Chodzi zwłaszcza o dom „Cisza Syjonu”, posiadający oryginalny wystrój wnętrza.
W pierwszym, niejako macierzystym domu „Ostoja Pokoju”, przez cały czas działa parafialny dom opieki, w którym aktualnie 17 podopiecznych dożywa spokojnej starości. Opiekuje się nimi siostra Marta Grudke, przynależna do Diakonii „Eben -Ezer” w Dzięgielowie.
Miechowicka wspólnota sióstr Matki Ewy rozwija się nadal za granicą w oparciu o dwa domy macierzyste – w Heiligengrabe w pobliżu Poczdamu oraz w Freudenbergu k/Siegen na terenie RFN. Liczy ona ok 700 sióstr.
Pozostał jeszcze w Miechowicach domek Matki Ewy, niewielki drewniany budyneczek, w którym znajdują się nieliczne pamiątki po założycielce: książki, zdjęcia, sprzęty codziennego użytku, w nienaruszonym niemal stanie jest pustelniczy pokój, w którym odeszła do Pana.
ks. senior Rudolf Pastucha podjął i szczęśliwie ukończył z Radą Parafialną i całą społecznością wiernych budowę nowej plebanii. Budynek pełniący dotąd tę funkcję, pamiętający jeszcze czasy Matki Ewy, nadaje się do pilnego remontu. Duszpasterzowi marzy się rozbudowa domu opieki, podjęcie zabiegów konserwatorskich nad częścią choćby obiektów dawnego miechowickiego centrum charytatywnego, jeżeli władze miejskie wyrażą zgodę na ich przekazanie, ale skąd wziąć na to środki?  Bytom sypie się na skutek szkód górniczych. Bieżące remonty obiektów domu dziecka pochłonęły już dziesiątki milionów złotych, a są to pieniądze dosłownie wrzucone w ziemię.
Sytuacja jest trudna, to prawda, ale z uwagi na historyczne i religijne znaczenie spuścizny Matki Ewy, jej pionierski i światowy zarazem charakter, czy nie warto całego zespołu uznać za zabytek, powołać może nawet fundację ewangelicką wspierającą skromną kiesę państwową? Jest na to ostatni czas! Stan techniczny wszystkich budynków jest katastrofalny. „Brama Łaski”, Schronisko dla mężczyzn”, „Anielska Straż” zostały rozebrane na skutek szkód górniczych.
W najlepszej kondycji przetrwały obiekty pozostające dziś niejako poza granicami dawnej fundacji miechowickiej – szpital przeciwgruźliczy, hotel górniczy / dawniejszy dom wypoczynkowy dla sióstr „Świętość Panu”/ oraz dom rencisty nauczyciela / „Christarani” – szpitalik sióstr/.
I na koniec sprawa niezwykłej wagi, a zarazem żenująca jako spuścizna schematyzmu doktrynerskiego lata minionych. Ulica przylegająca do fundacji nosi nazwę Matki. Przerastało wówczas czyjąś świadomość aby nadać  jej pełną nazwę – Matki Ewy – to o to przecież chodzi i tak ją odbierają mieszkańcy Miechowic. W roku 1986 minęła 120 rocznica urodzin tej naprawdę wielkiej działaczki dobroczynnej, której dzieło obejmuje dziś wszystkie niemal kontynenty. Była to znakomita okazja dla naprawienia błędu. Tak się jednak  nie stało. Szkoda. Czyżby nadal istotą urazu i zarzutu władz lokalnych było arystokratyczne pochodzenie fundatorki z Miechowic?

W Informatorze Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Miechowicach, w numerze z czerwca 1990 roku (str. 13-15) ukazał się artykuł zawierający kilka uwag i wyjaśnień do artykułu p. Jana Jaśniaka – Ostoja Pokoju. Treść całego artykułu poniżej.

Ostatni a dotąd nieukończony remont kościoła z tytułu usuwania szkód górniczych rozpoczęto 31 sierpnia 1984 roku. Fundamenty wzmocniono opaską i ściągiem żelbetowym. Wykonano „szycie” ścian, klejenie stropu, usunięto siatkę stalową z nawy głównej, która zabezpieczała przed spadającymi tynkami z rozrywanego sklepienia. Odnowienie wnętrza poprzedzone było badaniami i pracami konserwatorskimi dawnej polichromii. Zrekonstruowano witraże w prezbiterium oraz rozetę w ścianie zachodniej, oraz dwa witraże ściany południowej. Rekonstrukcja i konserwacja pozostałych witraży pozostaje pod znakiem zapytania. KWK „Miechowice” oświadczyła, że może dokonać naprawy wyłącznie zniszczeń spowodowanych szkodami górniczymi. Wojewódzki Konserwator oraz parafia żąda i oczekuje pełnej rekonstrukcji i konserwacji. Koszt tych prac to ok 400 mil.zł, z czego ok 60% gotowa jest pokryć KWK „Miechowice”, zaś parafii pozostaje do płacenia owych 40%. Witraże zniszczone zostały szkodami górniczymi, eksplozją w hucie Bobrek w roku 1947 a także skażonym środowiskiem naturalnym. Od roku 1987 kościół, domek Matki Ewy, Ostoja Pokoju, dawna plebania i Cisza Syjonu są obiektami zabytkowymi. Przedtem usuwano szkody górnicze nie zważając na wartości zabytkowe obiektów. Sytuacja, od roku 1987 zmieniła się radykalnie i trzeba przywracać i odtwarzać stan pierwotny. W ramach prac remontowych w kościele wykonano ponadto – remont organów, zabudowano nową posadzkę marmurową w przejściach, nowe podesty pod ławkami/ stronę lewą musiała wykonać parafia na koszt własny oraz przebudowę i modernizację centralnego ogrzewania/. Wykonano na wzór istniejących, nowy żyrandol w prezbiterium, zrekonstruowano i zakonserwowano cztery piękne świeczniki mosiężne.
Dawna plebania została zabezpieczona na szkody górnicze przez wykonanie wzmocnienia fundamentów i podwójnych krzyżowych ław fundamentowych. Czas i dalsza eksploatacja górnicza pokażą na ile skuteczne będą te zabezpieczenia.
Wreszcie w roku bieżącym, po czterdziestu latach, parafia powróci na część dawnych terenów Zakładów Ostoi Pokoju, od kościoła na północ do ul. Armii Czerwonej. Wszystko na to wskazuje, że z Bożą pomocą jeszcze w tym roku rozpoczniemy tam budowę nowego Ewangelickiego Domu Opieki. Wszystkie odzyskane obiekty, za wyjątkiem „Ciszy Syjonu”, niestety muszą być wyburzone. Zdecydował o tym nie fakt budowy nowego Domu Opieki, chociaż pod budowę także potrzebny jest odpowiedni teren, lecz wymóg prawa górniczego, który orzeczeniem Okręgowej Komisji do spraw Szkód Górniczych w Bytomiu, w roku 1985 zdecydował o budownictwie zastępczym dla Państwowego Domu Dziecka, z uwagi na katastrofalny stan techniczny obiektów. To budownictwo jest już realizowane, i również na byłych terenach Zakładów Matki Ewy. Należy podkreślić, że niektóre budynki takie jak: „Pliszki”, „Gniazdo Jaskółcze”, „Radość Matki”, rozebrane zostały w roku 1988 przez Parafię Rzymskokatolicką św. Krzyża w Miechowicach. Odzyskana cegła posłużyła na budowę domów katechetycznych tejże parafii. Parafia nasza nie mogła reagować, ponieważ nie posiadała wówczas prawa własności. A może jednak sąsiednia parafia św. Krzyża uczyniła zadość naszej parafii za tę naszą własność?
Przed laty wniesiona została przez parafię do Urzędu Miejskiego w Bytomiu prośba o przywrócenie dawnej nazwy ulicy przylegającej do terenu i w roku bieżącym w Miechowicach jest znowu ul. Matki Ewy.